Jakieś 8 miesiący temu byłam w Japonii i jak zawsze postanowiłam przygotować dla was wpis o tym miejscu.
Co tu dużo mówić. To miejsce jest niesamowite. Japonia jest zupełnie inna od Polski.
Zacznijmy jednak od dojazdu. Najpierw z Warszawy lecieliśmy 3 godziny do Turcji. Potem czekaliśmy około 7 na lotnisku. Z Istambułu do Tokio samolotem leciałam około 11 godzin.
Nie ukrywam, że piszę ten post 8 miesiący po moim pobycie w Japonii bo za każdym razem gdy zabierałam się za pisanie nie miałam pomysłu. Z tego powodu nie będę opisywać każdego zwiedzonego miejsca, bo po prostu nie pamiętam w jakiej kolejności to wszystko zwiedzałam oraz jak nazywają się zabytki, które widziałam.
Ogólnie to jak tak sobie teraz myślę to tęsknię za Tokio. Za ich kulturą. Za jedzeniem z Seven eleven ( coś jak biedronka). Za ich podgrzewanymi toaletami oraz skośnymi oczami Japończyków. Nie jestem wielbicielką kultury azjatyckiej i przed wyjazdem do Japonii nie rozumiałam całego tego fenomenu. A teraz rozumiem.
Samo ich zachowanie na co dzień jest zupełnie inne od naszego. Zaczynając od tego, że gdy podjeżdża pociąg to nikt nie biegnie do drzwi i nie wpycha się chamsko do środka. Ludzie grzecznie ustawiają się w wyznaczonym miejscu. W metrze- to samo. Nikt się nie pcha. Gdy już wsiądzie się do metra zapada cisza. Wszyscy siedzą wygodnie na fotelach. Nikt nic nie mówi. Nikt nie rozmawia przez telefon. Telefonu praktycznie nikt nie używa. A gdy już ktoś wyciągnie go z kieszeni to albo napisze do kogoś innego wiadomość albo będzie oglądać filmy pooo...lityczne ^^ Dla nich to zupełnie normalne.
Jak wiemy Japończycy mówią po japońsku. I wydawałoby się, że skoro Japonia jest tak rozwiniętym krajem ludzie powinni, przynajmniej w miejscach pełnych od turystów, mówić po angielsku. No niestety tak nie jest. Nie mówią oni po angielsku głównie z tego powodu,że ich aparat mowy nie jest przystosowany do tego typu głosek. W żadnym z miejsc, które odwiedziłam nie dało się po angielsku dogadać. Dobra starają się używać angielskiego. Ale im to nie do końca wychodzi. Kiedy Japończyk powie, że umie angielski "trochę" to znaczy, że go nie umie.
Szczerze powiedziawszy nie do końca wiem co jeszcze mogłabym napisać. Jest tam po prostu inaczej. Trudno jest mi stwierdzić czy lepiej, czy gorzej niż w Polsce. Ludzie żyją tam tak jakby wolniej. W dzisiejszych czasach nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie ciągłego nie- spieszenia się.
Mam nadzieję, że podoba wam się mój nieco spontaniczny wpis. Teraz już naprawdę obiecuję, że posty będą częściej.
Co tu dużo mówić. To miejsce jest niesamowite. Japonia jest zupełnie inna od Polski.
Zacznijmy jednak od dojazdu. Najpierw z Warszawy lecieliśmy 3 godziny do Turcji. Potem czekaliśmy około 7 na lotnisku. Z Istambułu do Tokio samolotem leciałam około 11 godzin.
Nie ukrywam, że piszę ten post 8 miesiący po moim pobycie w Japonii bo za każdym razem gdy zabierałam się za pisanie nie miałam pomysłu. Z tego powodu nie będę opisywać każdego zwiedzonego miejsca, bo po prostu nie pamiętam w jakiej kolejności to wszystko zwiedzałam oraz jak nazywają się zabytki, które widziałam.
Ogólnie to jak tak sobie teraz myślę to tęsknię za Tokio. Za ich kulturą. Za jedzeniem z Seven eleven ( coś jak biedronka). Za ich podgrzewanymi toaletami oraz skośnymi oczami Japończyków. Nie jestem wielbicielką kultury azjatyckiej i przed wyjazdem do Japonii nie rozumiałam całego tego fenomenu. A teraz rozumiem.
Samo ich zachowanie na co dzień jest zupełnie inne od naszego. Zaczynając od tego, że gdy podjeżdża pociąg to nikt nie biegnie do drzwi i nie wpycha się chamsko do środka. Ludzie grzecznie ustawiają się w wyznaczonym miejscu. W metrze- to samo. Nikt się nie pcha. Gdy już wsiądzie się do metra zapada cisza. Wszyscy siedzą wygodnie na fotelach. Nikt nic nie mówi. Nikt nie rozmawia przez telefon. Telefonu praktycznie nikt nie używa. A gdy już ktoś wyciągnie go z kieszeni to albo napisze do kogoś innego wiadomość albo będzie oglądać filmy pooo...lityczne ^^ Dla nich to zupełnie normalne.
Jak wiemy Japończycy mówią po japońsku. I wydawałoby się, że skoro Japonia jest tak rozwiniętym krajem ludzie powinni, przynajmniej w miejscach pełnych od turystów, mówić po angielsku. No niestety tak nie jest. Nie mówią oni po angielsku głównie z tego powodu,że ich aparat mowy nie jest przystosowany do tego typu głosek. W żadnym z miejsc, które odwiedziłam nie dało się po angielsku dogadać. Dobra starają się używać angielskiego. Ale im to nie do końca wychodzi. Kiedy Japończyk powie, że umie angielski "trochę" to znaczy, że go nie umie.
Szczerze powiedziawszy nie do końca wiem co jeszcze mogłabym napisać. Jest tam po prostu inaczej. Trudno jest mi stwierdzić czy lepiej, czy gorzej niż w Polsce. Ludzie żyją tam tak jakby wolniej. W dzisiejszych czasach nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie ciągłego nie- spieszenia się.
Mam nadzieję, że podoba wam się mój nieco spontaniczny wpis. Teraz już naprawdę obiecuję, że posty będą częściej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz