Jeśli ktoś che wyjechać naprawdę daleko, Wyspa Wielkanocna będzie najlepszą propozycją. To podróż z wieloma przesiadkami, jednak warto ponieść trud, by otrzeć się o jedną z największych zagadek świata. Niewielka wyspa, nazywana przez krajowców Rapa Nui, otoczona bezkresem Oceanu Spokojnego, skrywa bowiem tajemnicę, którą, na razie bez powodzenia, próbują rozwiązać naukowcy.
Tajemnicze posągi? Tubylcy nazywali je moais, co oznacza "wizerunki". Do dnia dzisiejszego zachowało się ich około tysiąca. Są one różnej wielkości i wagi, od 1 do 10 metrów i od 2 do 80 ton. Wszystkie są do siebie bardzo podobne: mają wydłużone głowy i tułowia bez nóg, ręce przyciśnięte do boków, dłonie oparte na brzuchach. Przez wiele lat próbowano znaleźć odpowiedzi na liczne pytania. Jak wyrabiano posągi? Jak je transportowano? jak ustawiano i osadzono na ich głowach bryły przypominające kapelusze? Skąd pochodzi lud, który tego dokonał? I wreszcie, po co w ogóle zadano sobie tyle trudu? jaki był sens ogromnej pracy? Najprostszym wyjaśnieniem, zaproponowanym przez Ericha von Danikena, jest stwierdzenie, że wszystkich prac dokonali kosmici i dlatego rzeźby mają tak wielkie, majestatyczne głowy. Naukowcy jednak nie byli zachwyceni tą teorią. Może któryś z turystów im pomoże?
Jednym z miejsc które trzeba zobaczyć jest wulkan Rano Kau. Wszystkie moais powstały w jego kraterze. Wykonane zostały z tufu, miękkiego jak kreda materiału, który twardnieje dopiero w wyniku wietrzenia. Posągi zatem można było tworzyć za pomocą prymitywnych narzędzi. W jaki sposób jednak udało się przebić przez twardą powierzchnię do pokładów miękkiego tufu?
Pracę wykonano na wulkanie, by następnie przetransportować posągi na brzeg. To nie budzi już wątpliwości, ale wciąż nie wiadomo jak udało się tego dokonać. Jedną z teorii jest na przykład przesuwanie posągów na okrągłych balach, jednakże posąg zrobiony w ten sposób pod wpływem wstrząsów pękł by na kawałki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz